Od czasu do czasu prezentujemy Państwu ciekawe historie naszych Pacjentów. Ich perypetie oraz drogę, jaką przeszli do momentu podjęcia decyzji o wazektomii. Być może dla wielu osób będzie to inspiracją do działania.

Poniżej prezentujemy historię Żony naszego Pacjenta. Jest to historia o tyle interesująca, że opisana od strony Kobiety. Jej podejścia zarówno do kwestii popularnej antykoncepcji, jak i samej wazektomii.

Zapraszamy do lektury.

Historia naszej antykoncepcji

Będąc razem od kilku lat, stosowaliśmy różne metody antykoncepcji doraźnej. Były prezerwatywy, żele, nawet próby z kalendarzykiem. Na marginesie, ten ostatni okazał się największą porażką. Stres związany z obawą o złe wyliczenie w praktyce przekładał się na kilka dni „dozwolonego” seksu w miesiącu. Tak, aby mieć pewność.

Żadna metoda nie była idealna, ale w tamtym czasie widzieliśmy tylko takie opcje.

Docelowo na dłużej pozostały prezerwatywy. Z przeświadczeniem z tyłu głowy, że są jednak zawodne. Nie ukrywam, że często zabijało to chęć zbliżenia.

Przygoda z tabletkami hormonalnymi

Z pewnymi obawami, ale zdecydowałam się na próbę z tabletkami hormonalnymi. W mojej rodzinie były problemy z gospodarką hormonalną, stąd chciałam to zrobić ostrożnie. Dodatkowo, nie jestem zwolenniczką aż takiej ingerencji w organizm.

Zostały mi przepisane tabletki. Podobno nowoczesne, podobno dobrane właśnie do mnie. Swoją drogą, z perspektywy czasu hasło „dobrane do Pacjentki” trochę mnie śmieszy. Kobiet na świecie jest ponad 3,5 mld, tabletek antykoncepcyjnych prawdopodobnie kilkadziesiąt rodzajów. Każdy organizm jest zupełnie inny i w praktyce nie ma możliwości, aby po 15 minutowym badaniu dało się dobrać idealną dawkę na podstawie dostępnych preparatów.

W tamtym czasie niestety jeszcze o tym nie wiedziałam.

Po kilku dawkach skończyło się w szpitalu. Dochodziłam do siebie kilka tygodni.

Wówczas podjęliśmy decyzję, że nigdy więcej nawet nie będziemy próbować „dobierać” tego typu antykoncepcji.

Niedostatek metod

Szukając alternatyw, niestety natrafiliśmy na pustynię. Teoretycznie jest wiele opcji, w praktyce w zasadzie nie ma z czego wybierać. Albo trujemy się hormonami, albo decydujemy się na większe ryzyko ciąży.

Byliśmy ze sobą już wiele lat, byliśmy zdecydowani, że chcemy wspólnie założyć Rodzinę. Chcieliśmy jednak chwilę z tym poczekać, aby podomykać różne sprawy (studia podyplomowe, pierwsze lata pracy, etc.).

Założyliśmy rodzinę

W pewnym momencie założyliśmy Rodzinę. Jesteśmy szczęśliwymi Rodzicami naszej małej Córeczki. Przyjście na świat Pociechy wiele zmieniło. Również sposób naszego patrzenia na antykoncepcję.

Sama ciąża przebiegała nie najgorzej. Choć Córeczka przyszła na świat miesiąc za wcześnie , była zdrowa. Malutka, z niedowagą, ale ogólnie zdrowa.

Lekarz prowadząca ciążę, przyznała po czasie, że trochę się obawiała. Również z uwagi na problemy z hormonami. Zaleciła również, aby to było nasze jedyne dziecko, przeze mnie urodzone. Niestety kolejnej ciąży prawdopodobnie bym nie donosiła.

Problem braku seksu

Po dojściu do siebie, pierwszych trudnych miesiącach bycia Rodzicem, powoli wracaliśmy „do normalności”. Powoli.

Niestety jedna kwestia kompletnie nam nie wychodziła. Seks. Problemem była świadomość, że dotychczas stosowane metody antykoncepcji nie zabezpieczają nas w 100%.

Co innego w sytuacji, kiedy byliśmy razem i istniało ryzyko „wpadki”. Te kilka procent szans powodowało stres, jednak nawet gdyby pojawiła się ciąża, jakoś byśmy sobie z tym poradzili.

Sytuacja diametralnie zmieniła się, kiedy zostaliśmy Rodzicami. Teraz nasze działania wpływały również na życie innych osób, za które byliśmy odpowiedzialni. Te „kilka procent” szans oznaczało zbyt duże prawdopodobieństwo dużego zagrożenia dla zdrowia i zostawienia Córeczki bez Mamy.

Szukaliśmy innego rozwiązania. W między czasie w zasadzie oznaczało to brak seksu. Co również odbijało się negatywnie na naszych relacjach.

Decyzja o wazektomii

Po analizie opcji, doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie wazektomia. Nieinwazyjna jak hormony, skuteczniejsza od wszystkich innych metod i co ważne prosta w działaniu i wykonaniu.

Po czasie śmiejemy się, że zabieg wazektomii trwał u nas 2 lata:

  • 729 dni zastanawiania się, szukania metod i kombinowania.
  • 1 dzień na przyjazd do Warszawy
  • 15 minut na sam zabieg wazektomii:)

Nasza opinia

Może powinnam napisać, „moja” opinia, ale w tej kwestii jesteśmy z Mężem zgodni w 100%. Decyzja o wazektomii była jedyną słuszną i nie żałujemy jej. Zaryzykuję stwierdzenie, że seks nigdy nie smakował lepiej. Poprawiły się również nasze relacje. Zawsze były bardzo dobre, ale świadomość, że Mąż zdecydował się na zabieg i wziął odpowiedzialność za bezpieczeństwo całej Rodziny, sprawiło, że mam pewność, że zawsze mogę na Niego liczyć. Ma to wpływ również na decyzje, które teraz podejmuję i które podejmować będę w przyszłości.

Ciągle zakochana w swoim mężu Żona i Mama Ślicznej Córeczki.

Podziel się: